Thursday, August 2, 2007

Bez pomysłu na temat :)

Czołem!

Minał właśnie miesiąc naszego pobytu w Galaway... Myślicie może, że pokuszę się o krótkie podsumowanie? Nie! :) Zamiast tego garść newsów z ostatnich dni.
Bieżący tydzień mija w Galway pod znakiem wyścigów koni. Jest to wielkie wydarzenie tutaj, praktycznie całe miasto zaczyna żyć tym co dzieje się na hipodromie, tym co dzieje się wokół niego. A dzieje się dużo, jest to prawdziwy festiwal. Godziny pracy są skrócone, ulice, bary, restauracje przeżywają prawdziwe oblężenie(na jednym ze zdjęc widoczna Shop Street zatłoczona na dystansie paruset metrów tak gęsto, że lepiej szukać innej drogi niż się przez nią przedzierać). Znaleźć miejsce na spędzenie wieczoru, zamówić taksówkę, skorzystać z innych usług jest naprawdę ciężko, taki ruch! :) Z całego kraju (a pewnie i spoza) przybywa mnóstwo ludzi, w powietrzu wiszą wynajęte helikoptery. Irlandczyków dopadła "końska gorączka" :). My niestety na wyścigi nie pójdziemy. Cena wstępu jest troszke dla nas za duża. Chłopaki mówią, że wolą kije do snookera kupić niż wydać na bilet wstępu i pewnie jeszcze coś przegrac stawiając zakłady :). Wyścigi te są w niezwykle mocno zakorzenione w kulturze i mentalności tutejszych ludzi, dla nas to zadziwiające, ale zamiast narzekać - korzystamy z tego co się dzieje.
Inna rzecz która pewnie Was zainteresuje to fakt iż mieszka z nami Dmitrij. Przyjechał na kontrakt do DERI i przez jakis czas z nami pomieszka. Mam nadzieje że się nie obrazi gdy napiszę tu parę słów o Nim. Dimi pochodzi z Syberii, spod Tomska. O jego przyjeździe wiedzieliśmy już jakiś czas temu. Jednak nie zjawił się wyznaczonego dnia. Czekaliśmy na niego ze dwie doby, nie otrzymywaliśmy znaku życia. To nas trochę martwiło. Co się mogło stać?.. W poniedziałkową noc, po północy, ktoś zadzwonił do drzwi. Zatrzymaliśmy krwawą rozgrywkę w Unreal Tournamet i w bezruchu wsłuchaliśmy się w nocną ciszę. Gdzieś daleko przejechał samochód, w sąsiednim domu coś zaszurało.. szumiące drzewa zdawały się nie zwracać najmniejszej uwagi na to co miało zaraz nastąpić. Dzwonek zadzwonił jeszcze raz. Zeszliśmy z naszych łóżek i niepewnym krokiem wyszliśmy na korytarz. Jeden na drugiego, w milczeniu wymieniliśmy spojrzenia. Michał zebrał w sobie siły i wszystkie pokłady ukrytej gdzieś w środku odwagi, ruszył pierwszy. Jego kroki upiornie skrzypiały na drewnianych schodach. Mateusz i ja poszliśmy za nim. Schody rozskrzypiały się pod nami do tego stopnia, iż można by pomyśleć że stacza się na dół nie grupa wyrostków a jakaś upiorna mechaniczna stonoga. Alea iacta est. Ktoś czekał przed drzwiami. Drżąca Michałowa ręka zwolniła zamek. Drzwi powolnym ruchem, wciągając do mieszkania chaust powietrza, odsłoniły tajemniczą postać...
'Priwiet!' - zdawała się mówić. Jednak tylko zdawała, gdyż powiedziała 'Hello'. To był Dmitrij.
Wszyscy byliśmy podekscytowani, On troszkę zdezorientowany. Nocne powitanie było krótkie. Szybko pokazaliśmy gościowi mieszkanie, poczęstowaliśmy kolacją. Okazało się, że Dimi jechał do nas od piątku. Z Tomska pojechał koleją do Omska, stamtąd poleciał do Kaliningradu. Z Obwodu, samolotem, do Londynu. Lecz tam nie mając jakiegoś nowego wymaganego dokumentu został cofnięty spowrotem. Zawrócił do Rosji i przebijając się przez Kopenhagę i Dublin, w końcu dotarł do Galway. Tłumaczył nam potem, że nie mógł do nas napisać bo roaming bardzo szybko wykończył jego pre-paidowe konto w telefonie. Jedyne smsy jakie w pewnym momencie musiał wysłać, wysłał z telefonów przypadkowych przechodniów. Po krótkim zapoznaniu poszliśmy spać. Następne dni mineły Dimiemu na załatwianiu mnóstwa formalności, pejperłorków itp. Niestety Rosja leży poza UE i niewystarczy po prostu sobie przyjechać. Na szczęście wszystkie sprawy formalne zaczynają się pozytywnie kończyć, więc mamy więcej czasu by poprzebywać razem i lepiej się poznać. Nie będę opowiadał szczegółów naszych rozmów. Powiem krótko, bardzo Dmitrija polubiliśmy i życzymy mu jak najlepiej!
Mija miesiąc i trochę z Michałem odczuwamy chęć zobaczenia domu. Nie wiem jak Mateusz - on jest PRAWDZIWYM mężczyzną i nie przyznaje się do uczuć ;p. Oczywiście żartuję :). Nie jest to jakieś straszne uczucie tęsknoty, ile raczej przyzwyczajenie do tego, że w czasie semestru ten jeden weekend w miesiącu spędza sie we własnych pieleszach. W każdym razie sprzyja marzycielskim rozmowom i snuciu planów na przyszłość. Mam nadzieję, że tego akapitu nie przeczyta żaden z naszych szefów i nie dorzuci nam dodatkowej roboty tak byśmy nie mieli czasu się smucić ;).
Jakoś na początku wyjazdu niektóre osoby się martwiły żebyśmy przypadkiem nie zostali uwiedzeni przez uroki Irlandek. Otóż jedną pokochalismy bardzo mocno. Niestety nic z tego nie będzię :( Zimna babka z niej (jak poniżej widać) :(




















PS. Przepraszam wszelkich językowych purystów za styl i błędy, ale piszę online, czasem zmieniam zdania i szyk składniowo-logiczny może byc zaburzony. Wszak nie piszemy żadnej kroniki, a tylko chwytamy i notujemy uchwycone impresje :]

Sunday, July 29, 2007

Zdjęcia i konkurs

Na zakończenie dnia jeszcze kilka zdjęć.

Na początek dwa zdjęcia o rozbijaniu kotletów na obiad :). Niestety Jacek, schował/zabrał do Polski tłuczek do mięsa, wiec zmuszeni byliśmy wymyśleć inne rozwiązanie, oto ono:



jakby ktoś był mało spostrzegawczy, to informujemy, że za narzędzie posłużyły nam dwie plastikowe deski do krojenia, oraz solidna męska dłoń napędzana umięśnionym ramieniem :). Efekty nie były złe:  



aha... przede wszystkim było bardzo smaczne :).

jako, że poprzedni fotokonkurs cieszył się sporym powodzeniem, to w tym tygodniu również postanowiliśmy przygotować dla Was pewną atrakcję. Pytanie brzmi. Przytocz skrócony żywot świętego widocznego na zdjęciu:



Wśród poprawnych zgłoszeń rozlosujemy dwie nagrody. Są to dwuosobowe wycieczki na coroczne imprezy kulturalne:
1) Mordobicie w Madrycie
2) Lanie w Pakistanie

[organizator nie pokrywa kosztów leczenia szpitalnego]

Wschodni-urodzinowy post :)

No to po, dłuższym czasie znów powstała dłuższa notka. Nawet nie pamiętam, kiedy po raz ostatni pisałem dłuższy tekst :). Więc czas już najwyższy :).. .
Informacja najważniejsza, dziś do naszego domku dołączy nowy mieszkaniec :). Po Idze (przyjechała do Mateusza w środę), Szymonie, Mateuszu, Jacku (który, jest teraz na wakacjach w Polsce) i chomiku, dołączy do nas Dimtrij : ). Dołączy on do ekipy DERI, a jako, że nie zdołał sobie wcześniej zapewnić miejsca do mieszkania, to do czasu powrotu Jacka zajmie jego pokój. Najbardziej uradowany tym faktem zdaje się być Szymon. Już nie może się doczekać, kiedy będzie mógł rzucać ‘sabakami’ ‘zdrastwujciejami’ i jakimkolwiek innym słowem pochodzenia wschodniego… ale nie aż tak wschodniego, żeby zdążył się nim podekscytować Tomuś – nasz naczelny kamikadze, stacjonujący w jednostce wojskowej w Koszalinie. Jeszce pozwolę sobie na pociągnięcie wątku o Tomusiu, ciekawym co tam u niego : ). Oczyma wyobraźni widze, jak lata po sarbinowskim poligonie wykrzykując ‘Yatta!!!’ za każdym razem, gdy pozwolą mu strzelić z karabinu :).
No ale wiadomo, że Dimitrij przyjedzie : ). Inną osoba, która nawiedziła nasze rodzinne gniazdko jest Iga (dla niewtajemniczonych – dziewczyna Mateusza). Początkowo z Szymkiem patrzeliśmy na nia wilkiem ; ), ale kawałek ciasta pierwszego dnia i pierogi ruskie nazajutrz stopiły lód w naszych sercach i przyjęliśmy ją ‘jak swoją’ :D. Oprócz miłego towarzystwa, które zawsze doceniamy, Iga ma jeszcze inne zasługi… m.in. uzdrowiła nam Mateusza, który od wtorku narzekał na przeziębienie : ). Niestety, liczba chorych w domu musi się zgadzać, więc w czwartkowy wieczór choróbsko dopadło moją skromna osobę. Piątkowy dzień spędziłem w łóżku, a spałem ok. 12 godzin na dobę : ). Oczywiście najbardziej doskwierała mi myśl, o tym, że opuszczam dzień pracy.. drobną niedogodnością był też fakt, że opuściłem imprezę urodzinową dwóch z naszych kolegów… chłopaki- najlepszego!!
Skoro jesteśmy już przy urodzinach i imprezach, to w minionym tygodniu zaszczytny wiek 23 lat osiągnął Bartłomiej : ), a imieniny obchodziła Ania : ). Wam również życzymy wszystkiego dobrego,. Pozwólcie, ze życzenia poprzemy pioooseneką!



:D:D:D:D:D:D

Wednesday, July 25, 2007

Some stuff :)

żebyście nie myśleli że u nas się tylko pracuje ;d
































Nie to nie lasy deszczowe :)
Ot tak nam padać zaczęło któregoś dnia że poważnie baliśmy się o szczelność naszego gmachu :)















Aniu, apropos Harrego - to zdjęcie zrobiłem o 2 w nocy. Koniec kolejki ginął gdzieś hen między budynkami :)









A to kocisko pojawia sie zawsze za kuchennym oknem gdy poczuje że coś gotujemy :)

Tuesday, July 24, 2007

Hej, dziś ode mnie mała wrzutka.
Wieczory w irlandzkich pubach można by opisywać na wiele sposobów. Moim zdaniem poniższa mp3 znakomicie oddaje atmosfere tych miejsc i spotkań :)
Enniscorthy in a bottle mp3
a tu tekst do utworu. Ćwiczcie, po naszym powrocie, którejś nocy na ulicy, nie bedziemy już śpiewać piosenek w tonacji psalmu a właśnie takie :)
Enniscorthy in a bottle lyrics

Monday, July 23, 2007

nowy image :).

Wiecie co? W Irlandii niektórzy z nas odnaleźli swoje drugie ( a może już siódme ;) ) 'ja'. Poniżej przedstawiamy nowy image jednego z ekipy :). Ciekawe czy ktokolwiek go rozpozna.

Thursday, July 19, 2007

NUIG(*) vs PG

Właśnie wydarzyła się rzecz która nas mocno zaskoczyła i wzbudziła chorobliwą wręcz zazdrość ;)

Oto fragmenty mejla który wprawił nas w osłupienie:
"Hi all,
a while ago, I collected a list of books which the NUIG library would buy on our behalf. As far as I know, most of those books have now arrived in the library.
However, DERI still has a large library budget to spend (a little less than 5000€). If we don't spend it this week, we will loose 61% of that budget (that's what they call "claw back"). So, within the next 24 hours I would need the help from everyone here in DERI to assemble a long list of books, journals, and any other kind of subscription we might want the library to acquire for us (...)"

W dwóch słowach - proszą nas o pomoc bo nie wiedzą co zrobić z 5k euro!
Tym optymistycznym akcentem pozdrawiamy studentów z trącących nędzą polskich uczelni i biednych doktorantów którzy mogą pomarzyć o wypadach na konferencje do Pekinu, Kalifornii, Korei i innych malowniczych zakątków co jest normalką dla studiujących tutaj.
Ehh....

*) NUIG = National Univeristy of Ireland, Galway